Nie spodziewałem się takich tłumów. Poprzednio na Morcheebie były pustki i tylko jak kołki czekaliśmy 2h na występ z totalnie nędznym supportem. Sama Morcheeba bez czarnulki wokalistki to już nie to samo, co nie zmienia faktu, że koncert był pozytywny... No, ale ja o Kulcie.
Więc przybylim w sile 4 Galwańczycy podrzucili nas furom i było na prawdę ciekawie. Kilometrowa kolejka zapowiadała nieciekawy czas oczekiwania, jak się jednak okazało wielu z nich nie miało biletów i czychało na kupno tychże przy kasach. A tu kupa! Bilety skończyły się w 2 min po doors open, tłum zaczął skandować, i pchać się na siłę do przodka, my z biletami nie mieliśmy najmniejszych szans przebicia się. Dobili do nas pozostali Galwaniarze i ruszylim gwarnie na czoło kolejki. Dwa zwiady taktyczne wykazały, że bouncerzy dają pierwszeństwo posiadaczom biletów. Dwa wyskoki i machnięcia kartką i zwróciłem uwagę jednego z nich. Szarpnął mnie za kurtkę i już byłem w środku. Cudem chwyciłem Bashke tuż przed tym. Cud później obrzmiał i posiniał.
W środku jak to w środku. Mało miejsca jak cholera, ale przpięliśmy się do barierek i tak już zostało do końca koncertu. Kazun posunął się w latkach, oj posunął. Mimo to koncert w pierwszej 5 Najlepszych Koncertów Kazikowych Projektów. 2.5 godziny szybkiego grania bez zbędnych ceregieli, blisko 30 kawałków mocno wymieszanych: od sztampowych Polska i Brooklinska Rada Żydów, po moje ukochane Wróci wiosna Baronowo, Do Ani czy Konsument.
Galwańczycy bawili się przednie. Ja z racji wieku i przybycia na wadze nie odchodziłem zbytnio od barierek, ale i tak poskakałem jak za starych dobrych czasów.
Oby więcej!
No comments:
Post a Comment